Wyklikiwanie reklam Google AdWords

18 października, 2019
Grafika tytułowa - raport z pozycjonowania

Z  czym zazwyczaj kojarzą się internetowe oszustwa? W czołówce najczęstszych odpowiedzi na pewno znajdą się wszelkie działania zmierzające do wykradania danych naszych kart kredytowych czy podstępnego odnotowywania subskrypcji. Równie częstym problem – o czym świadczy stale rosnąca ilość „żywych” wątków na branżowych forach – i prawdziwym koszmarem reklamodawców są nieprawidłowe kliknięcia.

 

O co w tym chodzi?

Jak powszechnie wiadomo koszt kampanii AdWords uwarunkowany jest przede wszystkim od ilości kliknięć internautów w naszą reklamę. Im wyższy budżet dzienny ustalimy, tym pula wyświetleń linku w dobowych wynikach wyszukiwania jest większa (o charakterystyce linkach sponsorowanych pisaliśmy w jednym z poprzednich artykułów). System ten działa sprawnie i efektywnie, ale swoją specyfiką może wzbudzić zakusy do podjęcia nieetycznych działań, np. ze strony konkurencji. Mowa tu o wyklikiwaniu reklam, które – m.in. obok kliknięć przypadkowych  – zaliczanym do wspomnianych już nieprawidłowych kliknięć.

Ręczne lub realizowane za pomocą złośliwego oprogramowania wyklikiwanie ma zwykle na celu zaszkodzenie konkurencji poprzez zwiększenie kosztów przeznaczonych na tę formę e-marketingu bądź maksymalizację zysków właścicieli witryny publikującej reklamę. O pokładaniu dużej wiary w ten proceder świadczą choćby oferty na różne „adwords Killery”, które swego czasu pojawiały się często nawet na Allegro.

 

Jak się bronić?

Informacje o tego typu nieprawidłowościach możemy szybko zidentyfikować na koncie w Google Ads, a w razie zauważenia problemów podjąć działania zabezpieczające. Jakie? Możliwe jest choćby wyciągnięcie z logów serwera IP powtarzanych kliknięć czy skorzystanie z Eksploratora Użytkownika w Google Analytics. Obie te drogi pozwolą nam na analizę „konkretnego” użytkownika.

Bardzo przydatny jest również formularz Google, który pozwala w łatwy sposób zgłosić wykryte w raporcie nieprawidłowości.

Dostępne są także specjalne narzędzia, które stale monitorują kampanie, kontrolując przepływ ruchu. Dzięki nim adresy IP, wykazujące wzmożoną – lecz niekonwertującą – aktywność są skutecznie blokowane. Mowa tu choćby o PPC Protect czy Anti Clic Fraud.

 

Nie taki diabeł straszny – czyli co na to Google?

Warto jednak podkreślić, że nieprawidłowe kliknięcia nie są wcale tak niebezpieczne jak często się uważa. Postarało się o to samo Google.

Gigant z Mountain View zdawał sobie sprawę z faktu, że zlekceważenie problemu znacznie obniżyłoby wartość wpływu z reklam. Jeszcze bardziej dotkliwe okazałyby się potencjalne konsekwencje natury wizerunkowej, utrata zaufania czy nawet ogromne odszkodowania. Rozsądnym krokiem stało się więc zawarcie sojuszu z reklamodawcami w walce z nieuczciwymi działaniami „wyklikiwaczy”.

Wprowadzona przez Amerykanów ochrona ma trojaki charakter:

  1. Filtry. Wszystkie kliknięcia popełnione w ramach kampanii są na bieżąco analizowane przez specjalny algorytm. W przypadki zidentyfikowania nieprawidłowości zostaje ona odfiltrowana jeszcze przed obciążeniem konta inwestora.
  2. Analiza offline. Kolejny etap oprócz zautomatyzowanego algorytmu zgłaszającego obejmuje czynnik ludzki. Pracownicy firmy analizują zdobyte dane i w przypadku wykrycia anomalii wykorzystują ją do modernizacji filtrów.
  3. Postępowanie wyjaśniające. Na końcu drogi znajduje się sprawdzanie na żądanie determinowane przez zgłoszenie ze strony reklamodawcy bądź zespołu Google. W przypadku pozytywnego rozpatrzenia poniesione środki zwracane są kontro reklamodawcy.

 

Reasumując, wyklikiwanie reklam dzięki samodzielnemu monitorowaniu raportów, działaniom podjętym przez Google i możliwości zastosowania dodatkowych narzędzi nie jest tak dotkliwym problemem jak jeszcze kilka lat temu. W przypadku niskiego współczynnika klikalności warto więc zastanowić się czy nie jest on wywołany przez inne czynniki. Źródłem problemu znacznie częściej okazują się bowiem struktura kampanii (jakość reklamy, dopasowanie słów kluczowych i profilu działalności itd.) bądź sama strona internetowa, która funkcjonalnością, bezpieczeństwem czy designem odstrasza zdobyty poprzez e-marketing ruch. Może najwyższa pora przeprowadzić rachunek sumienia…

 

 

 

autor:
Konrad Romanowski | specjalista ds. SEO | OWL group